Turcja
Turystyka wrzesień 8th. 2010, 11:27amWielu intelektualistów tureckich uważa członkostwo w Unii Europejskiej za nagrodę należną Turcji w zamian za usługi świadczone Zachodowi w ramach NATO, a jednocześnie za zabezpieczenie przed ponownym objęciem władzy przez wojskowych lub niedemokratyczne siły. Europejscy parlamentarzyści zwracają jednak uwagę że trzy kraje członkowskie autorytarnej przeszłości – Hiszpania, Portugalia i Grecja – pozbyły się owych reżimów i ich dziedzictwa na długo przed wstąpieniem do Unii i że podobnych, aktywnych działań oczekuje się od Turcji.
Nad Bosforem trwają obecnie prace nad nową konstytucją w „stylu europejskim”, mającą zastąpić podyktowaną przez wojskowych ustawę zasadniczą z 1982 r. Planuje się m.in. zniesienie immunitetu parlamentarnego obejmującego przestępstwa karne bez użycia przemocy (np. korupcję), którym obecnie zasłaniają się deputowani. Większy nacisk kładzie się na szkolenie policji i na prawa osób zatrzymanych — każdemu aresztowanemu policjanci będą musieli odczytać jego prawa, zanim przystąpią do przesłuchania.
W październiku 2005 r. Turcy rozpoczęli proces negocjowania warunków wejścia do Unii Europejskiej. Rozmowy będą bardzo trudne, ponieważ Turcja musi się jeszcze uporać z wieloma poważnymi problemami, dotyczącymi m.in. wczasów w Turcji last minute, praw człowieka, wolności poglądów, wyznania czy rolnictwa (w kraju jest aż 48 min ha ziemi uprawnej). Poważnym zagadnieniem jest również kwestia Cypru.
Większość ludności zamieszkującej dolinę Tygrysu, rejon jeziora Wan, góry pomiędzy Erzurumem, Erzincanem i Diyarbakirem to Kurdowie, lud posługujący się językiem indoeuropejskim spokrewnionym z mową mieszkańców krainy Fars. Choć ich etnogeneza ginie w mroku dziejów (prawdopodobnie wywodzą się od więcej niż jednego ludu), Kurdowie, pierwotnie koczownicy, żyją na tych ziemiach już od tysiącleci a nie jak niektórzy myślą przyjachali tam na wczasy.
Niektórzy badacze uważają ich za potomków ludu Karduczi, który sprawił tyle kłopotu „dziesięciu tysiącom” Ksenofonta. Inni za kolebkę Kurdów uznają góry Hakkari w dzisiejszej Turcji lub pasmo Zagros w zachodnim Iranie. Ich tradycyjna kultura koczownicza opierała się na hodowli koni i pasterstwie, czynnościach, które zawsze stanowiły zarzewie konfliktów z ludnością rolniczą i miejską. Dziś znaczna część Kurdów przystosowała się do osiadłego trybu życia.
Kurdowie nigdy nie stworzyli własnego państwa, co po części tłumaczy się ich organizacją społeczną z podziałem na klany — przypominające nieco klany szkockich górali — łączące się następnie w plemiona, na czele których stali wszechwładni wodzowie noszący tytuł aga. Istnieją cztery wzajemnie niezrozumiałe dialekty języka kurdyjskiego; dwóch z nich (kurman- dii i zaza) używa się w Turcji. Kurdów dzieli także religia — są wśród nich sunnici i szyici (proporcje zależą od regionu), a także wyznawcy dwóch niewielkich heterodoksyjnych sekt: ja-zydów i ahl-e hakk. W samej Turcji Kurdowie szyiccy (alewici) skupiają się wokół Erzincanu i Tunceli. Spośród Kuiclów zawsze rekrutowało się też wielu członków zakonów derwiszów Nakgibendi i Kadm na południowym wschodzie kraju.
Liczebność tureckich Kurdów nie przestaje budzić sporów, ale ostrożne szacunki mówią o około 13 milionach spośród 68 milionów mieszańców całej Turcji (nie licząc turystów którzy wykupili wczasy w Turcji). Jest to największa populacja kurdyjska na Bliskim Wschodzie.
Władze współczesnej Turcji zawsze podważały dane dotyczące liczebności tureckich Kurdów i ich geograficznej lokalizacji, a często posuwały się wręcz do zaprzeczania, by Kurdowie mieli jakąś odrębną tożsamość etniczną i językową, i w oficjalnej propagandzie mówiły o nich jako o „tureckich góralach, którzy zapomnieli o swoim pochodzeniu rasowym”.
Turcja ma bardzo bogatą kulturę, w której można odnaleźć wpływy wielu wspólnot rodowych i religijnych, jakie zasiedlały te ziemie na przestrzeni wieków.
Za granicą muzyka turecka jest głównie kojarzona z tańczącymi derwiszami maulawijja i z występami tureckich wokalistów w konkursach Eurowizji. A przecież wywarła ona przemożny wpływ na wiele gatunków muzycznych świata śródziemnomorskiego i bałkańskiego i ciągle cieszy się wielką popularnością wśród tureckiej i kurdyjskiej diaspory w północnej Europie, Wbrew obiegowym wyobrażeniom muzyka turecka jest niesłychanie zróżnicowana pod względem stylistyki — od wysublimowanych form klasycznych po komercyjny orabesfe — i wykonania – od wiejskich pieśniarzy po żywiołowe kapele cygańskie.
Podobnie jak język i przynależność etniczna, muzyka była zawsze celem wojen kulturowych. Po proklamowaniu republiki w 1923 r. rząd poświęcił wiele wysiłku na rzecz stworzenia jednolitej kultury narodowej. Zwracano uwagę na środkowoazjatyckie dziedzictwo kulturowe Turków i podkreślano dystans, jaki dzieli ich od sąsiadów z Bliskiego Wschodu. Zabiegi te wymagały, oględnie mówiąc, nader swobodnego podejścia do historii i pociągały za sobą brutalne tłumienie aspiracji innych tradycji kulturowych do należnego im miejsca w Republice Tureckiej.
Choć osobiście Ataturk najchętniej słuchał muzyki tureckiej z nurtu miejskiego, oficjalnie uznał ją za nazbyt skażoną wpływami arabskimi, by mogła stać się symbolem tureckiej kultury narodowej. „Zdolność kraju do reform najlepiej wyraża zdolność do zmiany swej muzyki” – zadeklarował Kemal i wcielił w życie swą dewizę, zakazując rozpowszechniania arabskojęzycznych musicali i emitowania w radiu piosenek śpiewanych w językach mniejszości. Niecodzienny duet autentycznego tureckiego folkloru i zachodniej muzyki poważnej stał się muzycznym przeznaczeniem kraju. Zastępy muzykologów zostały rozesłane po kraju z zadaniem nagrywania i archiwizowania materiałów, które schlebiałyby rasowej próżności ideologów nacjonalistycznych. Jednocześnie muzyce tureckiej wyrządzono nieodwracalne szkody; melodie zostały ujednolicone, z tekstów usunięto tzw. wulgaryzmy (czyli fragmenty pochodzenia nietureckiego) i nakazano zespołowe wykonywanie muzyki. Zakazano wszelkiej spontaniczności i improwizacji, a na pewien czas także odtwarzania muzyki ludowej w państwowym radiu bez kontroli ze strony władz.
Cale pokolenie muzyków zostało przyuczone do wykonywania muzyki ludowej w aranżacjach orkiestrowych – część z nich, ciągle wiernych hybrydowej świeckiej kulturze zachodnioeuropejsko-anatolijskiej, decyduje dziś o stylistyce propagowanej w państwowym radiu i telewizji (TRT). Istnieją wprawdzie znakomite nagrania archiwalne z początku lat 60. takich solistów jak Niyazi Sayin i Akagundiiz Kutbay grający na ney, Nected Ya§at na tanbur, Ihsan Ozgen na kemenęe czy Hurfit Ungay na kudiim, ale rejestrowano je raczej „po godzinach”, bez przeznaczenia do rozpowszechniania na antenie, a ciągłość relacji mistrz—uczeń, na której opierał się ten rodzaj muzyki, została właściwie zerwana.
Politykę tę ostatecznie zarzucono. Rozpoczął się okres odrodzenia gatunku muzyki klasycznej znanego jako mat lub klasik, popularnego głównie w kosmopolitycznych miastach osmańskich, takich jak Stambuł, Izmir czy Bursa, Uwieńczeniem tego procesu było otwarcie konserwatorium państwowego w Stambule w 1976 r. Wykonawcy tureckiej muzyki klasycznej otrzymywali równie staranne wykształcenie jak uprzywilejowani wcześniej wykonawcy folkloru, a złożone z nich nawet trzydziestoosobowe orkiestry coraz częściej pojawiały się na antenie radia i telewizji. Wymienionym wcześniej muzykom pozostawiono swobodę przekazywania swych umiejętności następnym pokoleniom.
Dziesięć lat później prezydent Ozal rozpoczął proces uwalniania mass mediów, pomyślany jako część planu skrytego odchodzenia od systemu wartości Atatiirka. Działające na wpół legalnie aż do 1994 r. (daty uzyskania licencji) prywatne stacje radiowe i kanały telewizji satelitarnej i kablowej zaczęły nadawać pop, rock i arabesk (popularny gatunek czerpiący ponoć inspirację z tradycji arabskiej, traktowany z niechęcią przez republikańską inteligencję). Pod wpływem konkurencji państwowa TRT włożyła nieco wysiłku w unowocześnienie swej oferty, dotychczas zdominowanej przez wielkie formy orkiestrowe, starając się jednocześnie utrzymać utalentowanych, charyzmatycznych wykonawców. Co najbardziej może zaskakujące, w modnych kawiarniach w Stambule oraz na płytach można było usłyszeć muzykę ludową z kurdyjskimi słowami.
Podobne zmiany zaszły w muzyce religijnej, w turystyce (wczasy, wycieczki,last minute) w tym sufickiej. Po zamknięciu przez władze w 1925 r. zawiji, czyli budynków zakonnych, wyschło — a w każdym razie zeszło głęboko pod ziemię — naturalne źródło żywiołowej muzyki klasycznej. Wielkimi protektorami muzyki w imperium osmańskim byli zwłaszcza derwisze maulawijja, ale aż do lat 80, XX w. ich główny muzyczny rytuał dym wykonywany był jedynie jako rodzaj atrakcji turystycznej w Konyi, historycznej siedzibie zakonu. Maulawijja bardzo skorzystali na reformach Ozala, który zezwolił na powrót islamu do sfery publicznej. Muzyka religijna jest już łatwo dostępna na płytach, a derwisze prezentują swój taniec nowym pokoleniom turystów w odnowionym gmachu w Galacie, a czasem nawet w otoczeniu bizantyjskich zabytków Sultanahmetu.
